Wywiad z Gandalfem Białym

“Zgadza się Mateuszu. Wygrana nad wojskami Saurona, obrona czy to Helmowego Jaru czy też przytoczonego przez ciebie Minas Tirith, była jedynie konsekwencją innej walki. Nie chciałbym, by w mym głosie wybrzmiała nuta lekceważąca te bitwy, absolutnie nie. Chcę natomiast podkreślić, iż mój wkład byłby znikomy, gdyby nie wcześniejsza walka, którą musiałem stoczyć.”


Mateusz: Dzień dobry Panie Gandalfie. Czy może raczej Panie Gandalfie Biały? Warto podkreślić ten zaszczytny tytuł. Niecodziennie spotyka się takiego czarodzieja. Bardzo mi miło, że zgodził się Pan ze mną porozmawiać.

Gandalf: Dzień dobry, dzień dobry! Ach, cała przyjemność po mojej stronie. Bardzo proszę Mateuszu, po prostu Gandalf. Czy masz coś przeciwko, żebym zapalił fajkę? Mam w niej specjalne ziele, które pozwala mi trzeźwiej myśleć.

Oczywiście Gandalfie, czy potrzebujesz ognia, popielniczki może?

Nie nie, bardzo dziękuję.

Sporo czasu minęło od bitwy w Śródziemiu.

Ach, tak. Kilka tysięcy lat. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Mroczne to były czasy, bardzo mroczne.

Gandalfie, warto wspomnieć naszym czytelnikom, że na co dzień nie przebywasz w naszym świecie. Mieszkasz w Nieśmiertelnych Krainach, tak? To tam osiadłeś po wielkiej bitwie z Sauronem?

Tak, tak. Na jakiś czas. Niby nie ma stamtąd powrotu, ale jak widać jestem. Częściej jednak bywam w Amanie i Lorien. Od kiedy dostałem twoje zaproszenie do wywiadu, chciałem poznać również i twój świat. Odwiedziłem Polskę, byłem w wielu waszych miastach. Bardzo przyjemne miejsca, mili ludzie. Muszę powiedzieć, że najbardziej przypadło mi do gustu miasteczko o nazwie Głogówek. Przepiękne miejsce.

Gandalfie, to niesamowite! Stamtąd pochodzę!

Ach! Cóż za zbieg okoliczności! Piękne miasteczko, piękne. A pizza w miejscu zwanym Angelo? Niesamowita! Coś wspaniałego.

Że też cię Gandalfie tam nigdy nie spotkałem, umówimy się po tym wywiadzie, oprowadzę cię z chęcią po paru miejscach.

Będzie mi niezmiernie miło Mateuszu!

Cała przyjemność po mojej stronie. Gandalfie, nie bez powodu zapytałem o wielką bitwę o Śródziemie, tam miała miejsce twoja przemiana. Niegdyś byłeś Gandalfem Szarym, dzisiaj jesteś Białym. Jak to się stało?

Stoczyłem wtedy największą walkę swego życia Mateuszu.

Gandalfie, nie rozumiem. O jakiej walce mówisz? Obrona Minas Tirith miała miejsce znacznie później.

Zgadza się Mateuszu. Wygrana nad wojskami Saurona, obrona czy to Helmowego Jaru czy też przytoczonego przez ciebie Minas Tirith, była jedynie konsekwencją innej walki. Nie chciałbym, by w mym głosie wybrzmiała nuta lekceważąca te bitwy, absolutnie nie. Chcę natomiast podkreślić, iż mój wkład byłby znikomy, gdyby nie inna, wcześniejsza walka, którą musiałem stoczyć.

Oczywiście! Byłbym zapomniał, przecież chodzi ci o walkę z Balrogiem, piekielnym demonem?

I tak, i nie. Balrog był jedynie pretekstem. Tę walkę powinienem był stoczyć dużo, dużo wcześniej. Byłem winien to mojemu światu, któremu służyłem i którego broniłem. Byłem mu winien stanie się Białym na wiele lat przed wydarzeniami w Śródziemiu. To był mój moralny obowiązek.

Gandalfie, musisz mi pomóc. Jeżeli Balrog był jedynie pretekstem do innej walki, w takim razie nie masz na myśli walki fizycznej. Z twoich opowieści wynika, że w czasie starcia z demonem, nie walczyłeś z nikim ani niczym innym równolegle.

Zgadza się Mateuszu. Nie mówię o walce z inną istotą. Najtrudniejszą walką jaką przyszło mi stoczyć, była walka z samym sobą. Balrog niejako zmaterializował w swej postaci wszystkie moje problemy i wątpliwości, przede wszystkim te dotyczące mojej osoby. Nie wiem, czy pamiętasz, ale był to początek drogi, początek trudności i starć z siłami zła Saurona. Ja byłem tylko Gandalfem Szarym. Jak ktoś taki może pomóc? Musiałem wspiąć się wyżej, przekroczyć poziom szarości, w którym dobrze się czułem. Musiałem wyjść i stawić czoła samemu sobie. Starcie z Balrogiem metaforycznie było próbą sprostania wyzwaniu i przejściu na wyższy poziom. Wygrałem tę walkę szczęśliwie i pomogłem moim przyjaciołom.

Niesamowita historia Gandalfie, nigdy bym nie przypuszczał, że pod tym starciem kryło się tak naprawdę coś innego, coś mistycznego. Czy myliłbym się, gdybym powiedział, że ta walka zaczęła się właśnie w momencie stawienia czoła demonowi na moście Zirakzigil? Zamiast uciec, odwróciłeś się.

W waszym świecie me słowa są dzisiaj nie raz poruszane czy cytowane. Mam na myśli oczywiście: “Nie przejdziesz!”. Biorąc te słowa dosłownie i rozpatrując je jedynie w kontekście walki fizycznej, faktycznie można było odnieść wrażenie, że postawiłem się Balrogowi, piekielnemu demonowi. Natomiast patrząc na to z perspektywy moich słabości, nie mogłem pozwolić, aby strach i niepewność ciągnęły się ze mną przez całą naszą misję. Powiedziałem im stop, nie idziecie ze mną dalej.

Gdy rozmawialiśmy przed tym wywiadem i przygotowywaliśmy się do niego, powiedziałem ci, że będą go czytać głównie osoby ze świata IT, albo te chcące do tego świata wstąpić. Mam nadzieję, że moja próba wytłumaczenia, czym to IT jest, okazała się jakkolwiek pomocna. Chciałbym cię w związku z tym zapytać, co poradziłbyś tym młodym ludziom, ale i nie tylko tym młodym, jak stoczyć taką walkę z samym sobą i wstąpić w grono Białych Czarodziejów? Czym taka walka może dla nich być?

Mateuszu, może i jestem stary, ale to nie znaczy, że nie rozumiem zawiłości innych światów i nie potrafię się w nich odnajdywać. Jak już wspomniałem, mogłem zostać Gandalfem Białym znacznie wcześniej, niż nim zostałem, moje życie było i jest bardzo długie. Natomiast rozpoczynając misję w Śródziemiu, wiedziałem, że muszę jak najszybciej się z tym uporać, zrobiłem to więc już na początku drogi, to było jedyne wyjście. Gdybym należał do waszego świata i przyszłoby mi rozpocząć przygodę w IT, rozprawiłbym się z wątpliwościami i słabościami również już na początku.

W jaki sposób?

Aby mi zaufano, musiałem dać się poznać jako czarodziej. Nie od razu byłem dobry. Wielu jest czarodziejów szarych, o których mało kto słyszy. Jaki jest zatem najmniejszy krok w IT, aby dać się poznać innym, pokazać im swoją magię, pokazam im to, kim jestem?

Powiedziałbym, że założenie bloga i pierwszy post. Ten krok jest zdecydowanie najprostszy, aczkolwiek również wymaga zmierzenia się z różnymi wątpliwościami.

Niech więc tak będzie Mateuszu, stworzenie bloga jest swoistym: “Nie przejdziesz!”, pierwszym krokiem, aby rozprawić się z naszym wewnętrznym Balrogiem. Małym, zdawać by się mogło, ale to nieprawda. Dzięki niemu ludzie nas poznają i zaufają nam, zaufają naszej magii. Łatwiej nam będzie staczać bitwy w przyszłości. Tak było w moim przypadku. Gdybym pozostał Gandalfem Szarym, nie zdołałbym sprowadzić posiłków do Helmowego Jaru.

Gandalfie, bardzo chciałem ci podziękować za tę pokrzepiającą rozmowę. Ostatnie zdanie do naszych czytelników. Ostania porada od starego mędrca.

Mateuszu, jakże prosta. Zdefiniuj swego Balroga, poznaj go i rozpraw się z nim, a tytuł Białego Czarodzieja stanie się osiągalny.

Gandalfie, jeszcze raz dziękuję i porywam cię do Angelo.

Z przyjemnością Mateuszu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *