Junior – Akt I

Zaparło mi dech w piersiach. Nigdy wcześniej nie byłem w miejscu takim, jak to. Długo się zbierałem, żeby się w końcu wybrać. Gdyby nie moi znajomi, którzy wtedy mi towarzyszyli, pewnie leżałbym teraz na kanapie i oglądał “Jak Poznałem Waszą Matkę”, w końcu jest sobota. Stoję w wejściu do hali i po prostu się gapię. Sufit jest jakieś trzydzieści metrów nade mną! Szturchnięty kilka razy w ramię, ruszam powoli przed siebie, rozglądając się na wszystkie strony. Jest ciasno, mnóstwo ludzi przemierza korytarze, wyznaczone przez organizatorów białymi liniami na podłodze, w poszukiwaniu wymarzonej pracy. Wielu z nich porusza się bardzo zwinnie, wyglądają na takich, którzy wiedzą, czego szukają. Przechodzą od stanowiska do stanowiska, wymieniają kilka słów, biorą ulotki, uściskają sobie dłonie. Chyba też tak powinienem. Tylko od czego zacząć rozmowę? Czy wystarczy się przywitać i czekać na oferty? Czy wypada o coś zapytać? Jak się zachować? Serce zaczyna bić coraz szybciej. Początkowa euforia znika. W jej miejsce pojawia się strach. Chcę wypaść jak najlepiej, tylko nie wiem jak to osiągnąć. Jestem tylko studentem i nic jeszcze nie potrafię. Kto miałby mnie przyjąć? Ci wszyscy ludzie na pewno są o wiele lepsi ode mnie. “Dosyć! Przestań! Weź się w garść.” – upomina mnie głos w mojej głowie i w mig się opamiętuję. Biorę głęboki wdech i zbliżam się nieśmiałym krokiem do pierwszego stanowiska. Stół, na którym porozrzucane są ulotki z opisem firmy oraz ofertami pracy jest długi na około dwa metry. Za stołem stoją dwie osoby a kolejne dwie stoją przy rollupie postawionym zaraz obok, z lewej strony stołu. Z tyłu, za przedstawicielami firmy, znajduje jest ścianka z ich barwami i logiem. Na ulotkach z ofertami pracy czytam: Frontend Software Engineer, Programista PL/SQL, Java EE Developer, Test Automation Engineer. “Robi wrażenie. Ta firma musi być świetna!” – myślę sobie.

– Cześć! Mogę ci w czymś pomóc? – pyta mnie jedna z przedstawicielek firmy. Zaskoczyła mnie. Podniosłem głowę znad ulotki i spojrzałem na nią. Była ubrana w czarny żakiet i szarą sukienkę zakrywającą jej kolana. Włosy miała rozpuszczone. Nogi były splecione, a złączone dłonie trzymała przed sobą. Wyglądała na wyluzowaną.
– Yhm, cześć. Jestem studentem i rozglądam się za pracą na wakacje – odpowiedziałem. Głos mi drżał.
– Świetnie! Co roku organizujemy staż w naszej firmie, właśnie w okresie wakacyjnym. Mamy kilka ofert. Czym się zajmujesz? – była bardzo miła i uśmiechnięta.
– Głównie Javą. Programuję w Javie od jakichś 3 miesięcy – powiedziałem dumnie – Miałem zajęcia również z C i C++, ale myślę, że to nie dla mnie – zwierzyłem się jej uśmiechnięty. Coś w jej twarzy się zmieniło.
– Jasne, rozumiem – powiedziała nadal uśmiechnięta – Z reguły szukamy kogoś z nieco dłuższym stażem w programowaniu. Java jak najbardziej nam odpowiada. Wyślij proszę CV na ten adres email – podała mi swoją wizytówkę – oraz list motywacyjny. – CV? List motywacyjny? Nie mam pojęcia jak powinny wyglądać! Podziękowałem wpatrzony w wizytówkę i oddaliłem się powolnym krokiem.

Stanowiska były rozmieszczone po obu stronach korytarza. Cały układ miał kształt litery “O”. Podchodziłem do kolejnych stanowisk, ale nie rozumiałem, czym te firmy się zajmują. Rozmawiając z przedstawicielami, nie wiedziałem, o czym oni mówią. Nie znałem tych technologii i narzędzi. Słyszałem te nazwy po raz pierwszy. Gdy tylko padało stwierdzenie, że jestem studentem i szukam swojej pierwszej pracy, twarz zmieniała im się całkowicie. Cały zapał i energia gasły. Dostawałem ulotkę, proszony byłem o wysłanie CV wraz z listem motywacyjnym. Ten sam schemat. Z innymi kandydatami przedstawiciele rozmawiali znacznie dłużej, opowiadali o projektach, o różnych sytuacjach. Czy mówiłem coś nie tak? Czy robiłem coś źle? Czułem się odrzucany i nie wiedziałem dlaczego. Przez cały czas w trakcie studiów, wydawało mi się, że wiem całkiem sporo, że potrafię programować w Javie. Jeden semestr to widocznie za mało. Wiedziałem, że tak będzie. Dlaczego na studiach nam o tym nie mówią? Dlaczego nie mówią nam, jak długo powinniśmy programować, żeby dostać swoją pierwszą pracę? Jakie technologie powinniśmy znać? Dlaczego nakazują nam szukać pracy na wakacje, gdzie nauka każdego języka programowania realizowana jest przez jeden semestr? Postanowiłem mówić prosto z mostu kim jestem i czego szukam.

– Cześć! Jestem studentem i szukam pracy na wakacje. Programuję w Javie od 3 miesięcy. Czy organizujecie może staż w tym roku?
– Cześć! Jestem Krzysiek. – odpowiedział mi przedstawiciel firmy podając rękę na powitanie. Miał około czterdzieści lat, był łysy, nosił okulary, koszulę z krawatem, eleganckie spodnie i buty. Wyglądał bardzo profesjonalnie i poważnie – Jest mi bardzo miło, że podszedłeś do naszego stanowiska. Tak, organizujemy – uśmiechnął się – Od trzech miesięcy, tak?
– Tak, tak. Uczyliśmy się też trochę C i C++, ale czuje się zdecydowanie pewniej w Javie – odpowiedziałem zupełnie już pozbawiony pewności siebie. Zaraz dostanę ulotkę. Trzy. Dwa. Jeden.
– To całkiem sporo! Ha, studia! Pamiętam ten okres. Zwariowane czasy. Gdy ja studiowałem, uczyliśmy się jedynie Assemblera i C. Dobrze jest słyszeć, że na studiach uczą dzisiaj też innych języków. No dobrze, czyli znasz Javę. Trzy miesiące powinno starczyć, reszty nauczyłbyś się u nas. Ale zanim o tym! Powiedz mi proszę, czy słyszałeś wcześniej o naszej firmie? Czy wiesz, czym się zajmujemy?
– Niestety nie. Pierwszy raz jestem w takim miejscu, jak to.
– Świetnie! W końcu mogę komuś o tym poopowiadać. No więc tak…

Dowiedziałem się mnóstwa bardzo ciekawych rzeczy o tym, czym na co dzień zajmuje się jego firma i czym zajmują się programiści. Jak wygląda ich praca, taka zwykła, codzienna. Nigdy nie pomyślałbym, że tak pracuje programista! Gdy przechodziliśmy do bardziej technicznych tematów, dowiedziałem się o wielu ciekawych technologiach, z których korzystają. Na studiach o tym nie wspominali. Gdy padała jakaś techniczna nazwa, Krzysiek od razu się upewniał, czy wiem, o czym on mówi, a gdy tylko wyczuwał, że nie miałem z nią styczności, tłumaczył mi wszystko bardzo klarownie. Byłem zachwycony. Chciałbym pracować z kimś takim.

– To chyba wszystko – zakończył. – I tak rozgadałem się aż nadto! Będzie nam bardzo miło, jeżeli postanowisz zaaplikować do nas na staż. Co prawda mamy kilka etapów po drodze, ale na pewno sobie z nimi poradzisz.
– Super! Dzięki raz jeszcze. Zajmujecie się bardzo ciekawymi projektami. Na pewno się do was zgłoszę. – Krzysiek podał mi rękę w pożegnalnym geście, wziąłem ulotkę i odszedłem.

Obszedłem już całą halę dookoła. Targi pracy leniwie zbliżały się ku końcowi. Przedstawiciele firm sprzątali wokół swoich stanowisk. Wrzucali ulotki do toreb, części rozmontowanych ścianek pakowali do kartonów, a rollupy zwijali i wkładali do pokrowców.

Wyszedłem z hali. Zatrzymałem się przed schodami i zerknąłem do szmacianej, niebieskiej torby, którą dostałem na jednym ze stanowisk. Znajdowały się w niej długopisy, piłeczki antystresowe, jedna gumowa kaczuszka i całe mnóstwo ulotek reklamowych. Czeka mnie sporo pracy w domu – przejrzenie tych wszystkich ulotek, stworzenie mojego pierwszego CV oraz napisanie listu motywacyjnego. Już wiem, kogo poproszę o pomoc, o jakieś wskazówki i rzucenie okiem na finalne wersje. Dobrze jest mieć przyjaciół, na których zawsze można polegać. Nagle usłyszałem znajomy głos. Rozpoznałem w nim przedstawicielkę z pierwszego stanowiska, do którego podszedłem. Rozmawiała z innym przedstawicielem z tej samej firmy.

– Co roku jeździmy na te targi w poszukiwaniu talentów i co roku jest to samo. Zero talentów! Wyraźnie mamy napisane kogo szukamy, na przykład Fronted Developerów. Nie Pryszczatych Gówniarzy Z Rocznym Stażem Developerów, tylko Fronted Developerów! Po co wszyscy inni podchodzą? Żeby sobie pogadać? Trochę szacunku dla naszego czasu! Nikt nas nie pochwali za to, że sobie z kimś porozmawialiśmy, tylko za wyniki! Za przesłane CV! Konkretne CV! – powiedziała sfrustrowana przedstawicielka, z którą rozmawiałem.
– Dokładnie! I skończy się tak jak zawsze. Firma zobaczy, że na targach nikogo nie znaleźliśmy i znowu zatrudnią jakiegoś juniora. Ja tego syfu, które oni produkują i nazywają kodem, sprawdzać nie będę i nie mam zamiaru być też niańką. Mam swoje obowiązki, a tu podrzucają zawsze jakiegoś gówniarza do opieki i jest dwa razy więcej roboty, a kasa ta sama. Po co to komu? Zanim oni się czegoś nauczą, mijają wieki – wtórował jej kolega.

Nie słyszałem całej rozmowy. Może to i dobrze. Słyszałem wystarczająco. Nie jestem jeszcze dość dobry, żeby aplikować do tych wszystkich firm. Szukają ludzi o wiele bardziej doświadczonych ode mnie. Miałem mętlik w głowie. Musiałem to sobie przemyśleć na spokojnie. Nie chciałbym być kimś, kto uprzykrza życie innym pracownikom. Kimś, z kim inni nie chcą pracować. Nie jestem w stanie stwierdzić, jaki jest mój kod. Prowadzący go nie sprawdzają. Jeżeli program działa, to zaliczone. Tylko jeden semestr pracowaliśmy w grupie nad projektem. Sami musieliśmy się zorganizować, podzielić się obowiązkami, a pod koniec projektu zebrać wszystko do kupy. Z tego, co opowiadał o swojej firmie Krzysiek, programiści pracują w zupełnie inny sposób. Chyba nie jestem jeszcze gotowy na swoją pierwszą pracę.

Minęły miesiąc. Emocje związane z targami pracy już opadły. Z początkowego zapału również niewiele zostało. Wróciłem przed chwilą z zajęć, rzucam plecak na ziemię. Chmurka kurzu wzbiła się w powietrze. Czas na sprzątanie! Miotła w dłoń! Odsunąłem biurko i zauważyłem niebieską, szmacianą torbę. Wziąłem ją do ręki, spojrzałem do środka. Oparłem miotłę o komodę. “Kurcze, a może jednak spróbuję?”.

Przy pomocy przyjaciół jakoś udało mi się napisać moje pierwsze CV oraz list motywacyjny. Wysłałem je do ponad dziesięciu firm, w tym do firmy Krzyśka. Czekam.

Odezwały się wszystkie. Ucieszyło mnie to niesamowicie! Co prawda wiadomości wyglądały, jak gdyby wszystkie wysyłane były dokładnie z taką samą treścią również do całej reszty aplikujących, ale nie zmniejszyło to mojego entuzjazmu. Zostałem zaproszony na rozmowy i na egzaminy ze znajomości języków programowania. Firmy porozrzucane były w różnych rejonach Wrocławia. Czeka mnie kilka wypraw. Strach zaczął dawać o sobie znać. Przypomniałem sobie rozmowę między przedstawicielami jednej z firm na targach pracy. Co, jeżeli się zbłaźnię? Co jeżeli wyjdę na pośmiewisko i okażę się, że nic nie wiem? Pierwsza rozmowa już za trzy dni. Spróbuję odświeżyć sobie co nie co o Javie.

Odrzuciło mnie już pięć firm. W jednej dostałem się do kolejnego etapu – rozmowa przez telefon z działem HR. Nie wiem czego się spodziewać. Czekają mnie jeszcze egzaminy i spotkania w kolejnych czterech firmach.

Wiele uczę się podczas tych rekrutacji. Coraz lepiej rozumiem, czego się ode mnie wymaga. Jednak nie idzie mi zbyt dobrze. Kolejne trzy firmy podziękowały mi i zaprosiły do współpracy w przyszłym roku. Niestety nie dostałem się również do firmy Krzyśka. Szkoda, praca z nim byłaby na pewno super. Została ostania oraz ta, gdzie przeszedłem do trzeciego etapu. Okazało się, że rozmowa z HR poszła mi całkiem nieźle i czeka mnie kolejny etap – praca w grupie.

Ostatnia firma również mi podziękowała, jeszcze przed samą rozmową – niestety wszystkie miejsca na staż zostały już zajęte. Zrobiło mi się przykro. Według dziewięciu firm nie nadaję się jeszcze na pracę jako młodszy programista. Muszę się jeszcze podszkolić. Najcenniejsze jest jednak to, że wiem z czego. Wiem, czego nie wiedziałem, wiem nad czym powinienem popracować, o czym poczytać i nawet dostałem kilka wskazówek, gdzie. Znaczna większość tych rozmów przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Czasami rekruterami byli szefowie zespołów programistycznych, czasami pracownicy HR, czasami sami programiści. Zdarzali się rekruterzy rozczarowani moimi odpowiedziani, sfrustrowani czy zniecierpliwieni. Wtedy ze spuszczoną głową wychodziłem z rozmowy, ale nie dawałem za wygraną. Tym bardziej, że przecież w jednej z tych firm zostałem zaproszony aż do trzeciego etapu!

Przede mną czwarty, ostatni już etap. Rozmowa z programistą z projektu, do którego byłbym przydzielony. Podczas pracy w grupie musiałem dobrze wypaść. Rozmowa już za dwa dni.

Do końca miesiąca otrzymam odpowiedź, czy dostałem się na staż. Dwa tygodnie oczekiwania. Jak ja to wytrzymam? Chcę już znać odpowiedź! Ta niepewność mnie dobija! Nie mam przecież żadnych innych alternatyw. Czy powinienem zgłosić się do kolejnych firm, czy poczekać na wyniki? Chyba poczekam. Zaryzykuję. Czy rozmowa przez telefon poszła mi dobrze? Nie wiem. Nie potrafię tego ocenić. Pytania były techniczne. O Javę, o projekty na studiach, w których brałem udział, za co byłem w nich odpowiedzialny. Gdyby tylko się udało! Wreszcie mógłbym zobaczyć na własne oczy, jak pracuje się jako programista, jak wyglądają prawdziwe, poważne projekty napisane w oparciu o Javę EE. Tak wiele mógłbym się nauczyć! Sami profesjonaliści wokół mnie. Wchłaniałbym wiedzę jak gąbka!

Przed chwilą otrzymałem e-mail z decyzją. Denerwuję się. Wiele od tego zależy. Otwieram wiadomość. Czytam. TAK! UDAŁO SIĘ! Dostałem się na staż! Nigdy jeszcze nie byłem tak szczęśliwy! Właśnie rozpoczęła się moja kariera programisty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *