Agnieszka

Tego lata słońce dawało się we znaki. Początek czerwca wymagał od turystów posiadania wody pitnej pod ręką praktycznie przez całą dobę. Kto by się tego spodziewał? Wiatraki oraz mobilne klimatyzatory były w tym okresie w modzie. Można było zarobić na ich sprzedaży krocie. Lato zaskoczyło Polaków.

Miała 19 lat. Była młodą i wesołą dziewczyną uczęszczającą do Liceum Ogólnokształcącego w Głogówku. Był to jej ostatni semestr w tej szkole. Czas rozstań, któremu towarzyszył smutek połączony jednocześnie z ekscytacją nowymi wyzwaniami, nową przygodą. Czas podsumowań, pauzy, zastanowienia się nad swoim życiem. “Co teraz? Czym chciałabym się zająć?”, te myśli miały towarzyszyć Agnieszce przez całe wakacje.

Wracała do domu słysząc w oddali ostani dzwonek szkolny. Wybiegła, gdy go tylko dotarł do niej jego dźwięk. Spakowała swoje rzeczy i zniknęła z klasy błyskawicznie, bo nie zniosłaby dramatu, na który zanosiło się od dłuższego czasu. Nie zniosłaby tych wszystkich łez, smutnych twarzy i atmosfery rozstania na zawsze. Nie chciała tego. Blokowała w sobie myśl, że to już koniec, że trzy lata minęły i z niektórymi osobami nie spotka się jutro, za tydzień, za miesiąc, może nawet nigdy.

Wracała do domu sama trzymając w ręku bilet kolejowy do Mikołajek, gdzie spędzić miała kolejne dwa miesiące. Sama. Chciała odpocząć, pomyśleć w samotności, w odosobnieniu, otoczona naturą, wschodami i zachodami słońca. Wielu jej znajomych namawiało ją na mnóstwo innych wyjazdów – w końcu to ostatnie wspólne wakacje, prawda? – jednakże Agnieszka postawiła na swoim, wiedziała, co w tej chwili naprawdę może pomóc jej odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości.

Nazajutrz, z samego rana, Agnieszka czekała na stacji kolejowej wypatrując pociągu. “Ucieka, ale od czego?”, pomyślało o tym pośpiechu wielu jej przyjaciół. Stała tam sama, w końcu to pierwszy dzień wakacji. Gdy przyjechał, zajęła miejsce pod oknem, gdzie uwielbiała spędzać czas podróży. Obserwowała zmieniający się krajobraz, ludzi czekających na innych stacjach. Zawsze zastanawiała się, gdzie podążają, jak wygląda ich dzień, ich życie. Chciałaby znaleźć się w ich głowach, w miejscu odpowiedzialnym za projekcje obrazu, widzieć to, co oni widzą. Wydawało jej się to fascynujące.

Czas minął jej szybko i gdy dotarła na miejsce, odetchnęła cudownym powietrzem. Zamknęła oczy i nie robiła nic innego, tylko oddychała przez krótką chwilę. Gdy je otworzyła, stał przed nią chłopak.

– Cześć. – uśmiechnął się, a Agnieszka nie potrafiła od niego oderwać wzroku – Jestem Bogusz. Czy mogę pomóc ci z twoją walizką? Przystanek autobusowy jest po drugiej stronie, nie znowu aż tak daleko, ale pomyślałem, że przyda ci się pomoc.
– Ym, cześć – zmieszana Agnieszka nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie wiedziała nawet, czy dobrze go zrozumiała, gapiła się tylko na ten jego uśmiech – Jasne, dzięki. – również się do niego uśmiechnęła, gdy w końcu odzyskała kontrolę nad swoją twarzą. – Jestem Agnieszka.

Poszli więc razem w stronę przystanku autobusowego. Stamtąd musiała dostać się do chatki nad jeziorem. Była nią zachwycona od pierwszego wejrzenia. Z jednej strony jezioro, z drugiej nieopodal las, a więc to, co w naturze kochała najbardziej.

– Bogusz, czy wiesz może, czy ten dom znajduje się daleko stąd? – pokazała mu telefon z nazwą i adresem miejsca.
– Wiem doskonale. Podwiozę cię tam, to jedynie kilka minut drogi. Nie ma sensu czekać na autobus.

Wysiadając z samochodu Agnieszka poczuła na policzku delikatną wilgoć. I znowu.

– Z reguły mamy tutaj bezchmurne niebo, ale zdarzają się też deszcze. Pośpieszmy się, to może uda nam się nie zmoknąć. – powiedział do niej.

Wzięli bagaże i potruchtali pod drzwi. Na szczęście nad nim znajdował się mały daszek. Ściśnięci odetchnęli, zdążyli.

– O nie… Zapomniałam skontaktować się z właścicielem. Prosił, żebym dała mu znać, gdy wysiądę z pociągu. No nic. Bardzo ci dziękuję, poczekam już tutaj na niego sama. Już i tak wiele dla mnie zrobiłeś.

Bogusz sięgnął do kieszeni, wyciągnął klucze i otworzył chatkę. Wszedł do środka i postawił walizkę koło szafy na wierzchnie ubrania i buty.

– Zapraszam. – i znowu ten uśmiech.
– To… ty jesteś właścicielem. – Agnieszka nie potrafiła ukryć swojego zdziwienia.

Oprowadził ją po tym zaczarowanym miejscu. Jak się później dowiedziała, to on je urządził. Mieli podobny gust. Chatka była niewielka, składała się jedynie z salonu, w którym królowała butelkowo-zielona, zamszowa kanapa, sypialni z prostym materacem oraz łazienki. Do salonu dołączony był aneks kuchenny oraz niewielka lodówka. Całość miała rustykalny charakter, każde miejsce wypełnione było roślinami, wiszącymi lampkami, świecami ocieplającymi – nie tylko swym płomieniem, ale również i barwą – drewniane deski ścian i podłogi. Piękny naturalny zapach, brak telewizora czy radia, wygląd – łatwo jest się zakochać w tym miejscu. Dlatego też je wybrała.

– Słuchaj Agnieszka… Wieczorem w tawernie przy porcie organizowana jest dzisiaj zabawa inaugurująca wakacje. Wybieram się tam z moimi przyjaciółmi, miałabyś ochotę do nas dołączyć?
– Jasne. – nie wiedziała, dlaczego to powiedziała. Normalnie odmówiłaby, potrzebowała przecież samotności, dlatego się tutaj znalazła. Tak jej się przynajmniej wydawało.

Stanęła przed wejściem do tawerny, z której dochodziły dźwięki głośnej muzyki, krzyki i śmiechy. Dzień minął jej wolno, minuta po minucie. Łapała każdą chwilę łapczywie obserwując nowe obrazy, ludzi, zachowania, bez pośpiechu, bez zegarka, w pełni świadoma swoich uczuć. Nie wszystkich.

– Agnieszka! Wchodź do środka!

W środku było wszystko to, czego można było spodziewać się po tawernie w pierwszy dzień wakacji, a więc szczęśliwi młodzi ludzie, muzyka oraz, ku jej zdziwieniu, wino, mnóstwo wina.

– To miejsce jest nietypowe! Wakacje oznaczają dla nas dużo wina i mało snu. Piwo pijemy przez cały rok, a po winie tak głowa nie boli, dzięki czemu poranki są bardziej znośne. – wytłumaczył jej Bogusz. – Spróbuj, smakuje jak sok z jagód!

Tak minął jej pierwszy dzień wakacji. Dźwięk ostatniego dzwonka jeszcze do końca nie ucichł w jej wspomnieniach, a ona bawiła się już w ramionach nieznajomego, w zupełnie nowym miejscu, zupełnie sama. Czy on na pewno był dla niej nieznajomym? Czy może znała go bardzo dobrze, lecz po prostu go wcześniej nie znalazła?

Nie trwało to długo, byli jak magnesy o przeciwnych biegunach. Zakochali się od pierwszego wejrzenia. Kolejnego dnia po zabawie w tawernie, Bogusz zapukał do jej drzwi, otworzyła mu i zaplanowali wspólnie cały dzień. Tak już zostało do końca wakacji, codziennie stawał w jej drzwiach uśmiechnięty od ucha do ucha, z czasem witając się zawsze tym samy zdaniem: “Dzień dobry, moje śliczne ty kochanie.”.

Spacerowali po lesie, a gdy robiło się ciemno, siadali nad brzegiem jeziora oświetleni światłem księżyca. I rozmawiali, i pili wino, i śmiali się, i chłonęli swoje towarzystwo.

Tak mijały tygodnie, najcudowniejsze tygodnie w jej życiu. Czasu to nie obchodziło, czas jest nieubłagany i brutalny. Koniec wakacji się zbliżał dużymi krokami. Na ostatni dzień planowana była zabawa, pożegnanie, oczywiście w tawernie. Nie cierpiała pożegnań, chciała uciec, ale jej magnes, jej serce na to nie pozwalało.

– Jesteś. Nie byłem pewny, czy przyjdziesz.
– Nie mogłabym inaczej, nie tym razem. – powiedziała patrząc mu głęboko w oczy, po czym rzuciła mu się w ramiona.

Smutek, radość, ból, ekstaza, wszystko to wymieszało się w jednym momencie. Nastąpił wybuch uczuć, rozsądek nie miał tu wiele do powiedzenia. Kochali się w męskiej ubikacji, pełni namiętności, jak gdyby więcej mieli się nie zobaczyć. Nie mogli na to pozwolić, nie mogli dać się pochłonąć tej myśli.

– Za rok w tym samym miejscu. Chatka będzie na ciebie czekać. Przyrzeknijmy to sobie, przyrzeknijmy na Boga. Chcę być tylko z tobą, na zawsze. Wymyślimy jak, tylko wróć.
– Przyrzekam.


Szara rzeczywistość. Nie interesowała go absolutnie, nie po tym, czego doświadczył, nie po tych wakacjach. Znalazł swoją bratnią duszę, nie, to było coś więcej.

“Puk, puk. Dzień dobry, moje śliczne ty kochanie.”

Tak rozpoczynał każdy list. Pisał do niej co tydzień zapuszczając się w najgłębsze rejony swojego serca. To ono przejmowało wtedy ster. Dostał jedynie jej adres. Chciała, żeby się postarał. Telefon zabijał romantyzm, a wideokonferencja zabiłaby tęsknotę. Pozostały jedynie listy. Tak mu powiedziała. Nie wiedział tylko, dlaczego mu nie odpisuje? Wysłał właśnie szósty z kolei i żadnej odpowiedzi zwrotnej. Czy tak miało być? Czy robiła to celowo, by wzbudzić w nim jeszcze większe uczucie? Czy może…?

Czterdzieści listów i trzy pory roku później Bogusz wyczekiwał spotkania z Agnieszką. Do wakacji pozostało już jedynie kilka tygodni. Pamiętał o ich wspólnej obietnicy. Cieszył się z jednej strony, z drugiej natomiast czuł niepokój. Nie chciał się rozczarować, nie chciał czekać i wypatrywać jej każdego dnia na stacji kolejowej, nie chciał zawiedziony brakiem jej obecności wracać każdego dnia samotnie do domu. Nie chciał biernie czekać, co przyniesie mu los. Postanowił ją odwiedzić jeszcze przed rozpoczęciem wakacji.

Od myśli do czynu nie minęło zbyt wiele czasu. Siedząc w pociągu pod oknem rozmyślał o niej. W sumie to niczego innego nie robił przez ostatnie kilka miesięcy. Miejsce pod oknem było jego ulubionym. Obserwował zmieniający się krajobraz, ludzi czekających na innych stacjach. Zawsze zastanawiał się, gdzie podążają, jak wygląda ich dzień, ich życie. Chciałby znaleźć się w ich głowach, w miejscu odpowiedzialnym za projekcje obrazu, widzieć to, co oni widzą. Wydawało mu się to fascynujące. Ciekawe, który miejsce wybrałaby Agnieszka.

Po długiej podróży dotarł na miejsce. Strach i lęk powoli ustępowały miejsca radości. Cieszył się, że w końcu ją zobaczy. Stał przed jej domem. Nie myślał o niczym innym, tylko o niej. Nacisnął na dzwonek do drzwi.

– Tak?

Drzwi otworzyła mu kobieta w średnim wieku. Oczy, usta, łagodne rysy twarzy, lekki uśmiech przeznaczony dla nieznajomego, by okazać mu uprzejmość, wszystko to kogoś mu przypominały.

– Dzień dobry. Nazywam się Bogusz, czy zastałem może Agnieszkę?
– Dzień dobry. Tak, tak. Agnieszka jest na górze. Poczekaj chwileczkę – po czym lekko przymknęła drzwi i zawołała – Agnieszka! To do ciebie! Schodź tutaj na dół!
– Mamo, kurwa! Nie mogłaś najpierw mnie zapytać?! – usłyszał Bogusz. To była Agnieszka.


Koniec historii. Historii o czym? Jaki z tego wniosek dla nas, dla ludzi IT? O czym tak naprawdę on była? Już, powolutku, już wszystko tłumaczę.

To jest historia o komunikacji. Dramat, można powiedzieć. Miał może przydługawy wstęp, natomiast morał jest taki, że gdyby Agnieszka zastosowała się do jednej z zasad dobrej komunikacji, jej matka wiedziałaby, jak się zachować w tej sytuacji, a cała historia skończyłaby się dokładnie tak, jak w piosence.

Projekt IT, jakikolwiek by on nie był, stoi na fundamentach komunikacji i na tych fundamentach go budujemy. Jeżeli komunikacja jest niewłaściwa i, krótko mówiąc, leży, ten dom – czy cokolwiek budujemy – prędzej czy później się zawali. Komunikacja oczywiście nie jest jedyna, wymienilibyśmy tych składowych fundamentów znacznie więcej, ale nie sposób jej w tej wyliczance pominąć i nie umieścić na podium.

Ile razy brakowało ci jednego czy dwóch dni, aby coś dokończyć i wypuścić nową wersję zgodnie z harmonogramem? Błędne szacowanie czasu wykonania zadania to jedno, ale czy ten dzień, a może dwa, nie zostały przypadkiem zjedzone przez niewłaściwą komunikację w ostatnich trzech miesiącach? Zmierz się z tą hipotezą.

Twoja koleżanka czy kolega z zespołu błędnie zaimplementował zadanie, bo nie wiedział o twojej rozmowie z innym programistą na temat małych zmian, czyhających tam chochlików, refaktorze do zrobienia. Każdy z was myślał, że ten drugi przekaże dalej tę wiadomość, ale nikt tego nie zrobił. Zdarzyło ci się?

Twoja koleżanka czy kolega z zespołu, czekał na wiadomość od ciebie dwa dni, bo tyle miałeś urlopu. Tylko ty mogłeś pomóc, bo tym się przez ostatni czas zajmowałeś, badałeś pewne rozwiązanie. Zdarzyło ci się?

Twoja koleżanka czy kolega z zespołu, czekał na wiadomość od ciebie jeden dzień, bo takie jest przesunięcie czasowe. Część zespołu jest w Stanach Zjednoczonych, część w Polsce. Co prawda opisałeś, co wiedziałeś, ale na szybko, bez większego skupienia, po prostu zrzut informacji powyrywanych z kontekstu, bez jego objaśnienia. Trzeba to było wyjaśnić, upewnić się i dopytać cię. Zdarzyło ci się?

Ile dni zostało zjedzonych przez te błędy? Ile terminów niedotrzymanych? Ile błędnie zaimplementowanych zadań, z których klient musiał tłumaczyć się przed inwestorami? Z pozoru drobne błędy, natomiast gdy umieścisz je w próbówce i dodasz do nich odrobinę czasu, twoje laboratorium może nie wytrzymać tego wstrząsu.

Na pomoc przychodzą trzy proste zasady.

1. Nie używaj prywatnych wiadomości.

Unikaj ich, gdy tylko możesz. To się NIGDY nie kończy na pytaniu o jakąś drobną rzecz, którą ostatnio robiłeś czy robiłaś. ZAWSZE dyskusja się rozwija na temat ogólnoprojektowy, pojawiają się rozkminy, decyzje, oceny, o których reszta zespołu powinna wiedzieć, mogłaby się do tej dyskusji przyłączyć, pomóc, wyprowadzić z błędu, czy nauczyć się czegoś. Każda sprawa dotycząca projektu, powinna być załatwiana na odpowiednim kanale, pokoju, czy jakkolwiek nazywa się to w różnych komunikatorach. Rozpocznij wątek w danym kanale, zawołaj potrzebną osobę, reszta dołączy się, gdy będzie chciała. Gdyby się okazało, że nie dokończyłeś zadania, inna osoba zawsze może tam wejść i poczytać rozkminy.

Nie podoba ci się ten pomysł, bo nieustanne powiadomienia wytrącają cię z pracy? Wyłącz je. Kanał będzie zawalony wiadomościami? A czym ma być zawalony, jeżeli nie wiadomościami dotyczącymi projektu? W jednym zdaniu mówisz, co chcesz wyjaśnić, a reszta dzieje się w wątku. Zorganizuj się, nie zakazuj innym omawiania publicznie spraw projektowych.

2. Powiadom od razu, gdy się czegoś dowiesz.

Na kanale oczywiście, albo w formie jakiejś dokumentacji. Nie każ się pytać o twoją wiedzę, podziel się z nią od razu. Dzięki temu, gdy cię nie będzie (z różnych powodów), ta wiedza będzie czekać. Następna osoba, która będzie jej potrzebować, przypomni sobie, że ktoś gdzieś o tym napisał i znajdzie to miejsce. Nikt nie będzie musiał szukać ciebie, nikt nie będzie musiał na ciebie czekać. Prosta wiadomość na jednym z kanałów: “FYI. Rozmawialiśmy z osobami <X, Y, Z> o nowym problemie, który wystąpił dzisiaj. Tutaj link do naszej rozmowy <link>”, może wiele zmienić i zaoszczędzić całe mnóstwo czasu. Nie jest trudno wyobrazić sobie programistkę, która z ciekawości od razu wchodzi w ten link, czyta i odpowiada: “Nie możemy tak tego rozwiązać, bo stanie się <to> i <to>. Musimy to naprawić w ten sposób…” i przy okazji zaoszczędza kupę czasu. To był tylko jeden z pozytywnych skutków ubocznych, kluczem jest przekazanie informacji.

3. Precyzyjnie komunikuj.

Nie zapominaj o kontekście. Często pracujemy w różnych godzinach, niektórzy rano, niektórzy wieczorem, często pracujemy też z przesunięciem czasowym. Gdy już coś komunikujemy, gdy o coś prosimy, opisujemy, róbmy to precyzyjnie, tak, by adresat nie miał możliwości zinterpretować naszej wiadomości na różne sposoby. Komunikat musi być taki, by możliwa interpretacja była tylko jedna. “To zapytanie, o którym ostatnio rozmawialiśmy, musi jeszcze w odpowiedzi zwracać obiekt <jakiś>. Dodaj to proszę.” – taki komunikat może okazać się bardzo niefortunny, adresat mógł też rozmawiać z innymi osobami i pomylić zapytania, niepotrzebna strata czasu. Mogłoby to brzmieć tak: “W zapytaniu GET coś/tam/coś/tam musimy dodać jeszcze obiekt…”. Moglibyśmy jeszcze dodać powód, byłoby świetnie. Nie piszmy: “Na tym ekranie/graficy, gdzie jest <to> i <to>, to ten przycisk po prawej powinien być <taki>. Poprawisz to proszę?”, za duże pole różnych interpretacji. Zredukujmy ten komunikat do jednej: “Na tym ekranie/grafice <link>, ten przycisk <screenshot z czerwona strzałką wskazującą na przycisk> powinien być <taki>. Poprawisz to proszę?”, konkretny ekran z linkiem, konkretny przycisk na tym ekranie, jest gitara.

Te trzy proste zasady zmieniają wiedzę w zespole w sposób diametralny i wnoszą komunikację na zupełnie inny poziom. Proste są. Polecam.

Do której z nich nie zastosowała się Agnieszka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *