#1 Panda – Ściągnij diadem

Tak sobie coś wymyśliłem ostatnio. Pando-przemyślenia. Dlaczego nie zwykłe przemyślenia? Bo pandy – co już ustaliliśmy w pierwszym wpisie – pomagają w zawodzie programisty i w walce ze smokami. Smoki to, jakby to łagodnie powiedzieć, taki nieładny kod, który nie jest spowodowany wyłącznie (a czasami wcale) naszymi słabymi umiejętnościami technicznymi, a często brakiem odpowiednich umiejętności miękkich. Pandy to grubsza metafora, więc zapraszam do pierwszego wpisu, ale generalnie lubimy pandy i dążymy do tego, żeby w kodziku móc napisać komentarz: “Here be pandas”. Nie pytajcie dlaczego.

Ściągnij diadem (mało być o koronie, ale wiadomo dlaczego zamieniłem na diadem). No właśnie, ściągnij go. Odłóż na bok berło. Ściągnij królewski płaszcz, piękne buty, wzorzyste spodnie, koszulę z falbankami, pas z pozłacaną klamrą. Odłóż to wszystko na bok. Zejdź z tronu. Ubierz normalne ciuchy i zacznij rozmawiać z biznesem jak człowiek. Normalnie. Bez zbędnego napuszenia i dumy. Tak. Przestań się puszyć. Nadymać i obrażać. Tupać nogą i unosić się dumą. Usiądź do biurka, przygotuj sobie kawkę i zrób co masz zrobić.

Książę programowania przyjmuje nowe funkcjonalności i pomysły biznesu na specjalnej audiencji w swojej sali tronowej. Zapoznaje się z nimi nie zapominając o swojej dumie. Jeżeli nie spełniają jego wysokich standardów, odwraca głowę i odrzuca je machnięciem ręki. Jedno machnięcie oznacza, że zadanie tylko trochę się księciowi nie podoba, ale jak się go jeszcze kilka razy poprosi, to co prawda z głębokim i głośnym westchnieniem, ale je wykona. Dwa machnięcia oznaczają, że książęca duma absolutnie mu na to nie pozwala. Niestety. Mówi wtedy biznesowi, że to zadanie jest bez sensu – nie z punktu widzenia biznesu, tylko jego własnego – i że tego robić nie będzie. Nie pasuje to do jego wizji projektu. Niech biznes wymyśli coś innego i przyjdzie znowu.

Skąd to wiem? Ponieważ zdarzało mi się być takim księciem. Ciągle też takich książąt spotykam. Taka postawa jest niesamowicie destrukcyjna. Diadem psuje relacje z biznesem, zabija nasz profesjonalizm, a wzmacnia bufonadę. Stawia nas ponad innymi.

Wyjdźmy na chwilę z tej metafory. Gdy dostajemy wymagania, gdy biznes nam mówi o swoich kolejnych krokach, podsyła dokumenty do analizy, to zamiast wyśmiewać ich sens, zapytajmy jaki problem mają rozwiązać, jaka stoi za nim potrzeba biznesowa. Zamiast mówić, jakie jest to głupie, zaproponujmy lepsze rozwiązanie. Zamiast wyłapywać małe luki i je wyolbrzymiać, skupmy się na najważniejszej części i zaproponujmy pomoc ze szczegółami w późniejszej fazie. Jeżeli widzimy jakieś ryzyko, wspomnijmy o nim, zamiast mówić pod nosem: “Skoro tak chcą, to proszę bardzo.”. A na samym końcu, jeżeli to wszystko zawiodło, a biznes nadal się upiera, to po prostu to zróbmy, bez zbędnych komentarzy.

To są ich pieniądze, to ich aplikacja. Nie możemy stawiać naszej wizji idealnego kodu i idealnej wersji projektu, ponad wymaganiami i potrzebami klienta, który koniec końców płaci nam za naszą pracę. W imię czego? Dobrych praktyk i wzorców projektowych? Czasami “good enough” wystarczy. Bycie księciem programowania fałszuje tę relację, zachowujemy się wtedy, jakbyśmy zamawiali wymagania u klienta i jeszcze mu za nie płacili. Nie jest to dobrze odbierane, nie wspomaga to współpracy, a z czasem może być nawet toksyczne dla całego zespołu. Nie wyglądamy wtedy w oczach klienta jak profesjonaliści, którzy znają się na tym, co robią. Wychodzimy na zwykłych bufonów i działamy na niekorzyść całego środowiska. Już teraz nie jest łatwo zapracować sobie na zaufanie biznesu. Nie ma sensu jeszcze bardziej tego pogarszać w imię jakiejś bliżej nieokreślonej misji.

Przesłanie tego wpisu jest proste. Przestańmy myśleć o naszej pracy, o programowaniu, jakby to było coś nadzwyczajnego. Jakbyśmy chronili nasze dziecko, naszą idealną wizję dobrych praktyk i kodu pełnego wspaniałych wzorców projektowych. Uwaga, powiem coś kontrowersyjnego. Programowanie to zwykła praca. Jak każda inna. Jak w każdym zawodzie, jedną z dobrych praktyk jest rozmawianie ze swoimi klientami i spełnianie ich oczekiwań. Musimy się do nich zbliżyć. Przede wszystkim mentalnie. Taki pierwszy krok. Jak to zrobić? Wystarczy zmienić taki jeden mały przełącznik w głowie. Z “to klient jest dla nas” na “to my jesteśmy dla klienta“. Nagle wszystko staje się prostsze.

Swego czasu OLX rozpoczęło ciekawą kampanię reklamową. Na koniec spróbuję sparafrazować jej hasło.

W pracy z klientem bądź sobą. Chyba, że nosisz diadem i jesteś księciem programowania. Wtedy bądź kimś innym.

Oto pierwsza i najważniejsza panda.